ClickMeeting Talks z Krzysztofem Marcem ClickMeeting Talks z Krzysztofem Marcem

ClickMeeting Talks #2 — Krzysztof Marzec (DevaGroup)

Drugi odcinek ClickMeeting Talks zaczął się od małej prowokacji: Tomasz Bołcun poprosił Gemini, żeby przedstawiło gościa według zasad E-E-A-T. Model odpowiedział pewnym siebie, gładkim akapitem, w którym dwa fakty okazały się nieprawdziwe. Dobry wstęp do rozmowy o tym, jak dziś budować widoczność w wyszukiwarkach i modelach AI.

Gościem odcinka był Krzysztof Marzec, współzałożyciel i CEO agencji DevaGroup, jednej z najstarszych agencji SEM w Polsce i organizatora konferencji semKRK oraz semWAW. Rozmowa poszła w dwie strony: najpierw o tym, co naprawdę stało się z wyszukiwarką, potem o tym, co mają z tym wspólnego webinary. Okazało się, że całkiem sporo.

📌 Kluczowe wnioski

  • Google nie strzela sobie w stopę – AI Overviews pojawiają się najrzadziej tam, gdzie są reklamy, czyli na frazach sprzedażowych. Ruch tracą wydawcy i firmy tworzące treści, nie Google.
  • Wykresy w Search Console się rozjechały – wyświetlenia rosną, kliknięcia spadają. Google nie udostępnia przy tym żadnej analityki wejść z podsumowań AI, więc konwersji z tego źródła po prostu nie zmierzysz.
  • Treść wygenerowana przez AI bez wkładu własnej wiedzy jest dla AI mało użyteczna – cytowane są materiały podpisane imieniem i nazwiskiem, oparte na doświadczeniu, przykładach i własnych badaniach.
  • Firmy, które mają wideo, mają przewagę – modele trenowano na ogromnej liczbie transkrypcji, a YouTube jest dla nich mocnym źródłem autorytetu. Liczą się już nie tylko linki, ale też wzmianki.
  • Jeden webinar to początek, nie koniec – z nagrania powstaje podsumowanie na blogu, artykuł zewnętrzny, rolki i cytaty, które przyciągają ludzi na kolejne wydarzenie. To koło zamachowe, które napędza samo siebie.
  • Data aktualizacji ma w AI większe znaczenie niż w klasycznym SEO – odświeżenie tego, co już masz, bywa skuteczniejsze niż pisanie 300 nowych artykułów.

Dlaczego rozmowa o AI zaczęła się od halucynacji?

Bo najlepiej pokazuje skalę problemu na żywym organizmie. Tomasz Bołcun poprosił Gemini o przedstawienie Krzysztofa Marca według czterech liter E-E-A-T: doświadczenia, ekspertyzy, autorytetu i zaufania. Model wygenerował profesjonalnie brzmiący opis, z certyfikatami Google, statusem Google Premier Partner i występami na konferencjach branżowych.

Problem w tym, że dwa elementy nie zgadzały się z rzeczywistością. Model przypisał gościowi odznaczenie „Google Ads Seminar Leader”, które nigdy tak się nie nazywało, a sam program został przez Google wygaszony. Wpisał mu też wystąpienia na semKRK, czyli konferencji, którą DevaGroup organizuje i na której jej zespół z zasady nie występuje.

„Można sobie puszczać laurkę wieczorem. Oczywiście jest to delikatnie nagięta rzeczywistość. Bardzo trzeba uważać na detale.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Wniosek brzmi banalnie: narzędzia AI są świetne, ale najpierw weryfikuj. Jeśli model potrafi zmyślić fakty o CEO znanej agencji, to tym bardziej zmyśli je o twojej firmie, kiedy nie zadbasz o to, żeby prawdziwe informacje były łatwo dostępne.

Czy Google naprawdę strzela sobie w stopę?

Zdaniem Krzysztofa Marca nie, choć panika w branży jest zdrowa. Teza prowadzącego brzmiała prosto: Google wprowadził podsumowania AI i tryb AI, ludzie wpisują zapytania i nie klikają, a przecież cały model biznesowy tej firmy stoi na rozliczeniu za kliknięcie.

Gość zwrócił uwagę na dwa mechanizmy. Pierwszy znamy od lat: strona wyników wyszukiwania jest analizowana w czasie rzeczywistym, a Google sprawdza, czy dany element faktycznie pomaga użytkownikowi. Jeśli po wyświetleniu podsumowania ludzie i tak otwierają pięć stron, podsumowanie nie zadziałało i będzie pojawiać się rzadziej albo niżej. Jeśli przestają klikać, bo dostali odpowiedź, mechanizm się wzmacnia.

Gdzie AI Overviews pojawiają się najrzadziej?

Tam, gdzie Google zarabia. I to jest ten drugi mechanizm.

Raporty badające udział AI Overviews w wynikach dają bardzo różne liczby: w zależności od metodologii mówi się o kilkunastu do dwudziestu kilku procentach wszystkich zapytań. Ale kiedy zawęzisz badanie do mocnych, drogich fraz komercyjnych, ten udział gwałtownie spada. Tam, gdzie prowadzona jest kampania reklamowa, podsumowań AI prawie nie ma. Częsty układ wyniku wygląda tak: cztery reklamy, a dopiero pod nimi podsumowanie. Albo podsumowania nie ma wcale.

„Google wie, że musi mieć ten zysk. Natomiast zaorali ogromną ilość taktyk sprzedażowych opartych na treści, ponieważ trzeba powiedzieć sobie szczerze: ich bardzo nie boli, że ten ruch stracimy my — czyli biznesy, które tworzą treści, i wydawcy tych treści.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Dochodzi do tego jeszcze jedno. Reklamy Google Ads bardzo rzadko są oceniane jako natarczywe i rzadko blokują je adblocki w podstawowych konfiguracjach. Badania pokazywały nawet, że część młodszych użytkowników w ogóle nie odróżnia wyników płatnych od organicznych. Z perspektywy przychodów Google to bardzo wygodna sytuacja.

Dlaczego spadające CTR nie są problemem Google?

Bo równolegle rosną wszystkie wskaźniki, na których Google zależy. Wydawcy widzą w Google Search Console dwa wykresy, które się rozjechały: wyświetlenia idą mocno w górę, kliknięcia w dół. W teorii jest lepiej, w praktyce CTR spadły ogromnie, bo coraz więcej zapytań kończy się na tak zwanym zero-click. Użytkownik ma gotową odpowiedź i nie klika nic.

Argument „ale przecież warto być cytowanym” gość skwitował dwiema złymi wiadomościami. Po pierwsze, bardzo mało użytkowników zwraca uwagę na źródła, a kliknięcia w nie są znikome. Po drugie, i to boli bardziej, Google nie wprowadził żadnej analityki dla wejść z podsumowań AI, więc wydawca nie wie nawet, że dane wejście pochodzi z tego widgetu. Da się śledzić doklejany parametr odsyłający do fragmentu tekstu, ale występuje on w niewielkim procencie przypadków. Zostają dane szczątkowe.

READ  Webinary jako skuteczny sposób wsparcia nowoczesnej edukacji oraz doradztwa zawodowego — case study fundacji Katalyst Education

Efekt? W pierwszym kwartale, mimo większego udziału wyszukiwań bez kliknięcia, Google zwiększył przychody z wyszukiwarki. Sesje są dłuższe, użytkownicy bardziej zaangażowani, a z AI można korzystać bez instalowania czegokolwiek, więc przyciągnęło to nawet tych, którzy wcześniej takich narzędzi nie używali.

„To jest tak jak z parkowaniem w mieście. Nagle nie ma miejsc parkingowych i ktoś ma pretensje, ale miasto mówi: my nie dajemy ci gwarancji, że będą te miejsca. Możesz tu mieszkać, koniec. My się przyzwyczailiśmy, że nam się należy jakaś widoczność, nam się należy jakiś ruch — a niestety tak nie jest.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Czy treści generowane przez AI dają widoczność w AI?

Tu rozmowa zrobiła się najbardziej niewygodna dla wszystkich, którzy w 2024 i 2025 roku postawili na masową produkcję tekstów. Tomasz Bołcun opisał to jako paradoks: mamy Eldorado, możemy wygenerować dowolną liczbę artykułów, tylko AI niechętnie cytuje to, co samo wyprodukowało.

Krzysztof Marzec sprostował uproszczenie. Nie jest tak, że treść generowana przez AI nie działa: widział strony oparte wyłącznie na niej, które zaliczały ogromne wzrosty. Widział też takie, które po tym wzroście zaliczały kompletny spadek, filtr i koniec historii. Statystycznie decyduje co innego.

Czym jest „wkład wiedzy” i dlaczego decyduje o cytowaniu?

To informacja, której wcześniej w sieci nie było, albo perspektywa, której nikt jeszcze nie opisał. Krzysztof Marzec zilustrował to prostym eksperymentem myślowym: może odpalić na własnym komputerze model, który waży cztery gigabajty, i poprosić go o opis znanej osoby. Dostanie poprawną odpowiedź. Tylko taki tekst niczego nie wnosi, nie przesuwa pola wiedzy nawet o milimetr.

„Gdybym napisał definicję przekierowań 301, ona będzie słaba. Ale gdybym dał przykłady, to będzie lepsze. Tylko ja teraz, dając przykłady, daję swoją wiedzę, przykłady z życia, mówię, jak coś wdrożyliśmy, jak coś nie wyszło i poprawialiśmy po kimś. I okazuje się, że dzięki temu AI może mnie uznać za kogoś, kto bardziej się na tym zna — za osobę, którą łatwiej zacytować.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Do definicji dokładasz kontekst, a kontekstu szukają silniki. Badacze obserwują zresztą, że modele podają dziś więcej źródeł niż na początku, bo chcą potwierdzać fakty w kilku miejscach, a nie opierać się na jednym. Im więcej twoja treść wnosi własnego, tym większa szansa, że znajdzie się w tym zestawie.

Od czego zacząć budowanie autorytetu według E-E-A-T?

Od rzeczy tak podstawowej, że większość firm ją pomija. Zanim zaczniesz myśleć o strategii wzmianek, sprawdź, czy w ogóle podpisujesz swoje treści.

Dlaczego podpisywanie treści jest pierwszym krokiem?

Bo bez tego cała reszta nie ma się do czego przyczepić. Krzysztof Marzec zwrócił uwagę, że istnieje mnóstwo blogów, szczególnie w mocno konkurencyjnych branżach B2B, na których artykuły są zupełnie niepodpisane albo firmowane przez „zespół content marketingu”.

Sama zmiana podpisu na prawdziwego autora z porządnym bio potrafi zmienić sposób, w jaki systemy AI traktują tę treść. W bio pokaż wieloletnie doświadczenie w branży, nagrody, konkretne projekty. Połącz profil z innymi miejscami w sieci, z LinkedInem, wystąpieniami, publikacjami, żeby udowodnić systemowi, że to prawdziwa osoba, a nie wymyślona sygnatura.

Stąd już blisko do zmiany podejścia do linkbuildingu. Zamiast kupować sponsorowany tekst napisany po najmniejszej linii oporu, zacznij pisać o swoich specjalistach, cytować ich, pokazywać w roli ekspertów. Wtedy autorytet dużego portalu spływa na tę osobę, a osoba wraca z nim na twojego bloga. Wszystko się zapętla.

Padło też ostrzeżenie: warto testować, czy nasze treści nie są zbyt kontrowersyjne, bo można zostać wyfiltrowanym. Jeśli obok solidnych analiz na tym samym blogu pojawi się żart o płaskiej Ziemi, model może mieć problem z oceną, czy to źródło da się cytować.

Jak wygląda E-E-A-T w praktyce?

Tomasz Bołcun zaproponował uproszczenie, które gość ocenił jako duże, ale dające dobry kierunek. Wyobraź sobie, że szukasz lekarza:

  • Experience (doświadczenie) – chcesz kogoś, kto przeprowadził tysiąc takich operacji, a nie dwie i to na stażu.
  • Expertise (ekspertyza) – chcesz, żeby skończył medycynę, a nie tylko interesował się anatomią i zielarstwem.
  • Authoritativeness (autorytet) – chcesz, żeby miał tytuł profesora, a jeszcze lepiej, żeby był ordynatorem.
  • Trustworthiness (zaufanie) – chcesz, żeby placówka miała sterylne narzędzia i nie została zamknięta z powodu niedochowania procedur.

W świecie firm ostatni punkt przekłada się bardzo konkretnie na opinie. Firmy, które mają opinie wyłącznie u siebie na stronie, przegrywają z tymi, które mają je w zewnętrznym serwisie, a te z kolei przegrywają z firmami obecnymi na dużych, międzynarodowych platformach opiniotwórczych. Jeśli jedynym źródłem informacji o tym, że jesteś najlepszy, jesteś ty sam, model nie ma czym potwierdzić faktu.

Krzysztof Marzec podał przykład z własnego podwórka. Chciał pokazać studentom, jak działa pozycjonowanie w AI, i zapytał jeden z silników o dobrego wykładowcę z marketingu w Krakowie. Nie został wymieniony. Zamiast obrazić się na narzędzie, zadał sobie pytanie: gdzie ja właściwie napisałem, że jestem wykładowcą? Na stronie kierunku było samo imię i nazwisko, zapowiedzi lądowały na Facebooku, do którego roboty nie docierały, a na własnym blogu agencji temat w ogóle się nie pojawił. Kontekstu po prostu nie było, a bez kontekstu żaden model nie ma z czego zbudować odpowiedzi.

Chcesz zamienić swoją wiedzę w treści, które AI będzie cytować?

Zacznij od nagrania jednego webinaru. Wypróbuj ClickMeeting bezpłatnie przez 14 dni – bez karty kredytowej. Albo umów krótkie demo i sprawdź, jak platforma sprawdzi się w twoim zespole.

Wypróbuj bezpłatnie →
Umów demo produktowe →

GEO, AEO, SXO — czy warto się przejmować skrótami?

Zdaniem gościa szkoda na to bólu głowy. Branża od lat prowadzi akademickie dyskusje o tym, czy SEO jest częścią SEM, a przy każdej większej zmianie pojawia się nowy skrót, który agencje sprzedają jako rewolucję. Tak było z SXO: nagle wiele firm ogłosiło, że nie robi już SEO, tylko search experience optimization, choć jakość strony docelowej zawsze miała znaczenie, bo inaczej nie prowadziłaby do konwersji.

Za granicą najmocniej przyjął się skrót GEO, w Polsce równie dobrze działa po prostu „pozycjonowanie w AI”. Ważniejsze od nazwy jest to, czego dotyczy: widoczności w modelach konwersacyjnych, w wyszukiwarkach dedykowanych pod AI i przede wszystkim w Google, bo to Google przyniosło AI pod strzechy przez AI Overviews i tryb AI.

Padły też dwie rzeczy techniczne. Plik llms.txt to na razie mit i marnowanie czasu, dużo ważniejszy jest poprawny robots.txt i sprawdzenie w Search Console, czy robot Google w ogóle wchodzi na stronę. I druga: jeśli nie ma cię w indeksie Google, masz duży problem również w AI, bo to ten sam stos technologiczny.

READ  Case Study Centrum Verte: 30 000 leadów dzięki webinarom 

Jest też korelacja z pozycjami, ale z zastrzeżeniem. Silniejszym sygnałem od samej pozycji URL-a jest autorytet domeny. Mały biznes z pierwszego miejsca może przegrać z dużą, rozpoznawalną marką z siódmego, której poradnik jest napisany nieco gorzej. Top 3 nie jest cytowane z automatu, ale im wyżej jesteś, tym większa szansa.

„SEO nie umarło. SEO ma nadbudówkę: lepsze tworzenie treści, patrzenie nie tylko na linki, ale na wzmianki, ulepszanie kodu, żeby strona ładowała się szybciej. Przecież jak mnie ma zacytować, to wchodzi na moją stronę — jak to się nie załaduje błyskawicznie, pominie mnie.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Dlaczego firmy z wideo mają przewagę w widoczności w AI?

Bo modele mają skąd je czytać. Krzysztof Marzec porównał sytuację do historii z opiniami: firma, która zbierała je w trzech miejscach, wygrywa z tą, która ma je w jednym. Z formatami treści jest identycznie.

Firmy, które inwestowały wyłącznie w treści tekstowe, będą miały wyraźnie trudniej niż te, które mają webinary, nagrania i materiały wideo. Powód jest prozaiczny: najlepsze dzisiejsze modele trenowano na ogromnej liczbie transkrypcji wideo, więc YouTube jest dla nich całkiem dużym źródłem autorytetu. To, co kiedyś w SEO sprowadzało się do linków, dziś obejmuje też wzmianki, a wzmianki w filmach, wypowiadanie nazw marek i mówienie o nich są dla AI sygnałem siły marki.

Do tego Instagram otworzył się na tyle, że rolki indeksują się bez większego wysiłku. Nawet firmy prowadzące wyłącznie zamknięte, płatne szkolenia mogą z tego skorzystać, wycinając z nagrań fragmenty i zapowiedzi. Zaplecze już mają, bo zrobiły najtrudniejszy pierwszy krok: usiadły przed kamerą.

Jak AI analizuje nagranie webinaru?

Znacznie dokładniej, niż większość organizatorów zakłada. Gość opowiedział o eksperymencie, w którym Google pokazał film w wynikach na słowo kluczowe, które w ogóle nie istnieje, bo był to przypadkowy zlepek znaków. Okazało się, że to hasło do Wi-Fi, które przez moment widniało na tablicy za plecami osoby mówiącej do kamery. Model odczytał je z pojedynczej klatki.

Niektóre modele, dostając cały film do przetworzenia, robią pełną transkrypcję audio i dodatkowo analizują obraz klatka po klatce. Plansze wyświetlane dłużej, czyli porównania, rankingi, dane, nazwa twojej marki, mają więc szansę zostać zaindeksowane razem z tym, co mówisz. Już na etapie przygotowywania prezentacji możesz myśleć o tym, co ma zostać wyciągnięte z nagrania za rok.

Prowadzący dorzucił własną obserwację: w rekomendacjach i odpowiedziach zaczęły mu się pojawiać filmy z 200–500 wyświetleniami, które trafnie odpowiadały na jego zapytanie. Liczba wyświetleń przestaje decydować, jeśli treść jest oceniona jako wartościowe źródło. YouTube ma zresztą dane, których żadne zewnętrzne narzędzie nie zbierze: wie od środka, na jakie encje dany film odpowiada i jak wygląda interakcja z nim.

Na czym polega „serfowanie po autorytecie innych”?

To określenie Krzysztofa Marca na najprostszy dziś sposób budowania wzmianek. Żeby zdobyć autorytet dużej stacji radiowej, musiałbyś kupić artykuł sponsorowany albo zrobić coś, o czym media same napiszą, niekoniecznie w pozytywnym kontekście.

„A co mogę zrobić? Mogę zaprosić ciekawego gościa do mojego webinaru albo do wywiadu — kogoś, kto ma już duże zasięgi — i on powie o mojej firmie. Strzał w dziesiątkę.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

Do tego dochodzi coś, co nazwał inflacją zaufania. To samo wydarzenie możesz nazwać webinarem albo konferencją online i nagle twój gość „wystąpił na konferencji”. Formalnie nic się nie zmieniło, ale sygnał wysyłany na zewnątrz jest inny.

Jest jeszcze prosta zasada nagraniowa: w filmie, który trafia na YouTube czy Instagram, rzeczy, które mają być później cytowane, muszą paść wyraźnie i na głos, łącznie z nazwą firmy i konkretami, które chcesz z nią powiązać.

„To, o czym mówi Krzysztof, widzimy po naszych klientach od dawna, tylko wcześniej nazywaliśmy to inaczej. Firmy, które nagrywają swoje webinary i konsekwentnie je publikują, po roku mają bibliotekę materiałów, której konkurencja nie odtworzy jednym zrywem. Średnie wydarzenie na naszej platformie trwa 106 minut, więc mówimy o kilkudziesięciu godzinach eksperckiej rozmowy rocznie przy zaledwie jednym webinarze w miesiącu. Jeśli to nagranie zostaje tylko w archiwum, marnujesz najdroższy content, jaki twoja firma wytwarza.”

Tomasz Bołcun

Brand Manager @ ClickMeeting

Jak zamienić jeden webinar w koło zamachowe treści?

Przez recykling, i to nie w rozumieniu „wrzucę nagranie i zapomnę”. Krzysztof Marzec rozpisał ścieżkę, którą sam przechodzi po każdym wydarzeniu, a która zaczyna się w momencie, gdy większość organizatorów uznaje temat za zamknięty.

Pierwszy krok to publikacja nagrania u siebie razem z solidnym podsumowaniem tekstowym. Dzięki takiemu podsumowaniu do webinaru trafiają kolejne osoby, które znalazły go w Google po słowach kluczowych, czyli nagranie i tekst zaczynają się nawzajem napędzać. Słowa z transkrypcji filmu osadzonego na stronie dodatkowo wzmacniają opis.

Padł przy tym konkretny prompt roboczy: zamiast prosić model o zwykłe streszczenie, poproś o podsumowanie przygotowane pod zasady widoczności w AI, z wyciągnięciem trzech mocnych cytatów z gościa lub z ciebie i z podpisem, który buduje autorytet mówiącego. Efektem jest podsumowanie, w którym cytat jest przypisany osobie z konkretnym doświadczeniem, a nie anonimowej firmie.

Dalej ścieżka rozgałęzia się na zewnątrz:

  • Artykuł na portalu branżowym – niemal każda branża ma miejsce, które przyjmie tekst ekspercki. Gość żartował, że portale istnieją nawet dla maszyn rolniczych.
  • LinkedIn Pulse i biuletyny – te formaty się indeksują, więc działają jak dodatkowy kanał widoczności, nie tylko dystrybucji.
  • Rolki z nagrania – z jednego webinaru spokojnie powstaje pięć. Ważne, żeby w opisie rolki nie kończyć na jednym cytacie, tylko rozpisać się szerzej, bo opis jest brany pod uwagę i przy indeksacji, i przy tym, jak AI rozumie kontekst filmu.
  • Współpraca z gośćmi – po wydarzeniu wiesz, kto wypadł świetnie, kogo zaprosić na kolejną edycję i z kim warto zrobić coś więcej.

W ClickMeeting nazywamy to domknięciem flywheela. Treści stworzone na potrzeby jednego webinaru generują kolejne treści, które przyprowadzają ludzi na następny webinar, a koło zamachowe kręci się coraz szybciej. Sam mechanizm opisaliśmy szerzej w tekście o recyklingu treści.

Osobna sprawa to aktualność. W klasycznym SEO starsze artykuły potrafią jeszcze walczyć z nowymi w okienku dwuletnim. W widoczności w AI korelacja z datą publikacji i aktualizacji jest według wielu raportów wyraźnie mocniejsza. Możesz wygrać z konkurencją, która ma lepszy tekst evergreen, tylko dlatego, że twój został odświeżony w tym miesiącu. Dlatego zamiast rzucać się na pisanie trzystu nowych artykułów, przejrzyj najpierw to, co już masz.

Jak DevaGroup promuje swoje webinary?

Odpowiedź gościa zaczęła się nietypowo, od produktu, a nie od promocji. W DevaGroup pilnują, żeby nikt nie wyszedł z webinaru rozczarowany, bo to rozczarowanie jest źródłem całej antytezy krążącej po branży: że udział w webinarach to marnowanie czasu.

READ  Solveta Case Study: jak ClickMeeting wspiera firmę Solveta?

Ta opinia nie wzięła się znikąd. Bardzo popularne webinary często wyglądały tak: piętnaście minut o firmie, godzina o narzędziu, zero praktyki. Krzysztof Marzec sam zapisywał się na takie wydarzenia, żeby podglądać konkurencję, i mówi wprost, że przy takiej konstrukcji nie ma się co dziwić ocenom.

„Mam naprawdę minutę, żeby zainteresować ludzi. Musimy na początku dać huk, musimy zrobić obietnicę. Ja sam, jeżeli nie dostanę informacji, co na tym webinarze będzie omówione — czyli spisu treści — to nie wytrzymam.”

Krzysztof Marzec, CEO DevaGroup

W tej części rozmowy padło słowo actionable. Uczestnik ma wyjść z wydarzenia i móc coś zrobić: ustawić przekierowanie, poprawić konfigurację, wdrożyć konkretną taktykę. Wtedy wraca na kolejne wydarzenie.

Dlaczego agenda i przedstawienie gości decydują o zapisach?

Bo to jedyne, co potencjalny uczestnik ma przed sobą, kiedy podejmuje decyzję. Krzysztof Marzec zwrócił uwagę na częsty błąd w zaproszeniach: organizator opisuje, o czym będzie mowa, ale nigdzie nie widać, kto będzie mówił i dlaczego warto go słuchać.

Może się okazać, że 90% twoich odbiorców w ogóle nie kojarzy zaproszonego eksperta, choć to świetny specjalista, i twoim zadaniem jest to sprzedać. Zamiast samego nazwiska podaj kontekst: to osoba, która wdrażała analitykę w takim a takim serwisie. Ten sam mechanizm, który buduje zaufanie u człowieka, jest później czytelny dla AI.

Zadbaj o to już na stronie rejestracji, bo to pierwszy publiczny dokument o twoim wydarzeniu, na którym możesz umieścić pełne bio prelegenta i link do jego profili. W DevaGroup dobrze działają też automatyczne powiadomienia systemowe do osób, które brały już udział w poprzednich wydarzeniach. To jeden z powodów, dla których agencja prowadzi całe serie webinarów, a nie pojedyncze wydarzenia: raz o analityce, raz o AI.

Co daje webinar rozgrzewkowy przed konferencją?

To pomysł, który warto ukraść w całości. Przed semKRK DevaGroup organizuje webinar, na którym występują eksperci wybrani w Call for Papers, ale niezakwalifikowani na główną scenę.

Zgłoszeń zawsze jest dużo więcej niż miejsc, więc normalnie te osoby dostałyby tylko odmowę. Zamiast tego dostają scenę online i przygotowują się wyjątkowo starannie, bo dla wielu z nich to pierwsze wystąpienie przed szerszą publicznością. Webinary zbierają świetne opinie, a uczestnicy myślą sobie, że skoro tych prelegentów nie wybrano na scenę, a poziom już jest wysoki, to sama konferencja musi być mocna. Sprzedaż biletów na tym zyskuje.

Warsztaty semKRK są z kolei celowo prowadzone online, mimo że mogłyby być stacjonarne. Powód: wielu specjalistów nie może wyciąć trzech dni z kalendarza, żeby przyjechać do Krakowa. Dzięki formule online agencja sprzedaje więcej wejściówek, a w ankietach powtarza się komentarz „super, że to jest online”. Dochodzą też zakupy z innych krajów. Same warsztaty prowadzi trzech ekspertów zamiast jednego trenera przez sześć godzin, co daje różne punkty widzenia i zabezpiecza wydarzenie, gdyby komuś padła technika.

To nie pierwszy raz, gdy agencja przenosi wydarzenie stacjonarne do online. Pełną historię tej transformacji opisaliśmy w case study DevaGroup.

Od czego zacząć? Zadanie domowe od Krzysztofa Marca

Na koniec rozmowy padło konkretne ćwiczenie, które gość zadaje uczestnikom swoich szkoleń. Wejdź do Google w tryb AI i zapytaj, czym wyróżnia się twoja firma.

Potem przeczytaj odpowiedź i zadaj sobie dwa pytania: czy to jest to, co chcesz, żeby wszyscy słyszeli o twojej firmie, i czego w tej odpowiedzi brakuje. Różnica między tym, co model mówi, a tym, co chciałbyś, żeby mówił, jest twoją listą zadań na najbliższe miesiące. Tym samym narzędziem przeanalizujesz konkurencję, sprawdzisz, jakie uprzedzenia ma twój odbiorca wobec twojego webinaru, i zobaczysz, co inni robią lepiej w treściach wideo.

Padło jednak zastrzeżenie. Nie ma gotowych rozwiązań na najlepszy webinar i skopiowanie tego, co robi DevaGroup, nie jest przepisem na sukces, bo każda branża jest inna. Wartość jest w przejściu procesu myślowego, a nie w skopiowaniu cudzego wyniku. I jeszcze jedno: webinar ma rozwiązywać problem twojego klienta, a nie przede wszystkim twój problem ze sprzedażą.

Jeśli szukasz punktu wyjścia do zaplanowania takiej serii, zajrzyj do naszego kompletnego kursu webinar marketingu albo sprawdź, jak działa nagrywanie webinarów, od którego zaczyna się cały recykling treści.

FAQ

Czym jest pozycjonowanie w AI (GEO)?
To działania prowadzące do tego, żeby twoja marka i treści były cytowane w odpowiedziach modeli AI: w podsumowaniach Google, trybie AI, ChatGPT czy wyszukiwarkach dedykowanych pod AI. Za granicą przyjął się skrót GEO, w Polsce równie dobrze działa określenie „pozycjonowanie w AI”. Sama nazwa ma mniejsze znaczenie niż to, że mówimy o widoczności poza klasyczną listą dziesięciu linków.

Czy SEO umarło przez AI?
Nie. Zdaniem Krzysztofa Marca SEO dostało nadbudówkę: lepsze tworzenie treści, patrzenie nie tylko na linki, ale też na wzmianki, oraz optymalizację techniczną. Jeśli twoja strona nie ładuje się błyskawicznie, model, który wchodzi po treść, może cię po prostu pominąć.

Dlaczego spadają CTR wyników organicznych?
Bo rośnie udział wyszukiwań zero-click. Użytkownik dostaje odpowiedź na stronie wyników i nie klika nic. W Google Search Console widać to jako rosnące wyświetlenia przy spadających kliknięciach. Dodatkowo bardzo mało osób klika w źródła podane pod podsumowaniem AI.

Czy da się zmierzyć ruch z AI Overviews?
Tylko szczątkowo. Google nie udostępnia dedykowanej analityki dla wejść z podsumowań AI, więc nie wiesz, że dane wejście pochodzi z tego widgetu, i nie zbadasz z niego konwersji. Można śledzić parametr odsyłający do fragmentu tekstu, ale występuje on w niewielkim procencie przypadków.

Czy AI cytuje treści wygenerowane przez AI?
Niechętnie, choć nie jest to zakaz. Istnieją strony oparte wyłącznie na treści generowanej, które notowały duże wzrosty, i takie, które po wzroście zaliczyły filtr. Decyduje wkład własnej wiedzy: przykłady, doświadczenia, opisy wdrożeń i błędów, których model nie znajdzie nigdzie indziej.

Czy warto wdrażać plik llms.txt?
Zdaniem gościa to na razie mit i marnowanie czasu. Jeśli już go masz, nic złego się nie stanie, ale znacznie ważniejsze jest poprawne robots.txt i sprawdzenie w Google Search Console, czy robot w ogóle wchodzi na twoją stronę i czy nie ma błędów.

Czy pozycja w Google wpływa na cytowanie przez AI?
Tak, ale silniejszym sygnałem od samej pozycji URL-a jest autorytet całej domeny. Mały biznes z pierwszego miejsca może przegrać z dużą, rozpoznawalną marką z siódmego. Top 3 nie jest cytowane automatycznie, ale im wyżej jesteś, tym większa szansa.

Jak webinary pomagają w widoczności w AI?
Najlepsze modele trenowano na ogromnej liczbie transkrypcji wideo, więc materiały wideo i ich transkrypcje są dla nich mocnym źródłem. Do tego z jednego webinaru powstają wzmianki w wielu kanałach: podsumowanie na blogu, artykuł zewnętrzny, rolki, cytaty prelegentów. Firmy mające wyłącznie treści tekstowe mają w tym układzie trudniej.

Czy zamknięty, płatny webinar też można wykorzystać do budowania widoczności?
Tak. Nie musisz publikować całego nagrania. Wystarczy, że wytniesz z niego fragmenty, przygotujesz zapowiedzi wideo i opublikujesz podsumowanie tekstowe. Najtrudniejszy krok, czyli nagranie eksperckiej rozmowy, masz już za sobą.

Jak ClickMeeting wspiera recykling treści z webinaru?
Każde wydarzenie możesz nagrać i udostępnić lub sprzedać po jego zakończeniu, a automatyczna transkrypcja na żywo daje bazę tekstową do podsumowań i opisów. Strony rejestracyjne pozwalają opisać prelegenta z pełnym bio, a automatyczne przypomnienia i powiadomienia do wcześniejszych uczestników podnoszą frekwencję kolejnych wydarzeń w serii.

Zacznij kręcić własne koło zamachowe

Nagraj pierwszy webinar, opublikuj podsumowanie i zobacz, jak jedno wydarzenie napędza kolejne. ClickMeeting testujesz bezpłatnie przez 14 dni – bez karty kredytowej.

Wypróbuj bezpłatnie →
Umów demo produktowe →

(1 votes, average: 5.00 out of 5)

Subskrybuj nasz blog!